23 stycznia obchodzimy Dzień bez opakowań foliowych. Nie chodzi tu o zakazy, wyzwania ani „eko-presję” – raczej o chwilę refleksji nad tym, ile folii używamy zupełnie automatycznie, często nawet o tym nie myśląc.
Po co w ogóle taki dzień?
Statystyki są dość wymowne – na jednego Polaka przypada około 70 kg tworzyw sztucznych rocznie. Globalnie produkujemy jakieś 500 miliardów opakowań foliowych każdego roku. Przeciętna reklamówka „pracuje” dla nas zaledwie 20-25 minut, a potem rozkłada się przez setki lat – albo trafia do oceanu, gdzie co roku ląduje około 50 tysięcy ton plastikowych toreb.
Co realnie można zrobić?
Kilka prostych rzeczy, które naprawdę działają:
- Torba materiałowa – jeśli nie masz, kup jedną i miej ją zawsze pod ręką (w plecaku, torebce, samochodzie). Serio, przydaje się częściej niż się wydaje.
- Warzywa luzem – zamiast pakować wszystko w woreczki, wybieraj produkty bez dodatkowej folii.
- Dodatkowa torba w zapasie – wrzuć jedną do plecaka lub schowka w aucie na wszelki wypadek.
Czy to się opłaca?
Dla porównania – foliówka w sklepie kosztuje dziś 25-40 groszy. Torba materiałowa „zwraca się” już po kilkunastu-kilkudziesięciu zakupach, a potem służy przez lata. Jedna taka torba może zastąpić setki albo tysiące jednorazowych reklamówek.
A co z foliówkami, które już masz?
Jeśli w domu zalegają plastikowe torby – nie wyrzucaj ich od razu. Możesz ich użyć ponownie (na zakupy, jako worki na śmieci). Kiedy już się zużyją, pamiętaj, że trafiają do żółtego pojemnika na metale i tworzywa sztuczne. Dzięki prawidłowej segregacji poziom recyklingu plastiku w Polsce utrzymuje się na poziomie około 30% – to sporo lepiej niż globalna średnia (zaledwie 5%).
Czy jeden dzień coś zmienia?
Często więcej, niż się wydaje. Bo nie chodzi o rewolucję – tylko o małe wybory, które są wygodne, rozsądne i po prostu się opłacają. A takie rzeczy najłatwiej zostają z nami na dłużej. ♻️












